Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prócz na zwierzęta polowano też i na ptaki, których była tu moc niezliczona.
Pomijając kaczki, które zabijano setkami, były tu ptaki duże, białe, podobne do kuropatw, o wyśmienitym smaku.
Nazywano je kogutami topolowemi, gdyż przesiadywały na tych drzewach.
Korzystając z obfitości wód, miano też codziennie świeże ryby; dostarczali je do fortu i cierpliwy sierżant Long i Magdalena. Nieraz godziny całe spędzali bez słówka, żeby ryb nie spłoszyć, ale zawsze powracali z pełną siatką soczystych ryb, które jedzono na obiad lub wieczerzę, jak również solono lub wędzono na zimę.
Podczas polowań zauważyć było można obfitość niedźwiedzi.
Jedne z nich były brunatne, inne olbrzymie, były całkowicie białe.
Prócz tego ukazywały się tam często zwierzęta w gatunku wilków.
Były to ogromne szare drapieżniki, wysokie na 3 stopy, o bardzo długim ogonie, bielejące na zimę.
Kryły się one w wykopanych przez siebie norach, żywiąc się mięsem reniferów i ptactwa.
Wlecie, zwierzęta te uciekały od podróżnych, mając obfitość pożywienia, ale w dni głodu gotowe były rzucić się na ludzi, zaś nory wykopane w pobliżu obozu, kazały się domyślać, że zwierzęta te nie opuszczały tych okolic.
Pewnego dnia myśliwi przynieśli do portu zwierzę ohydnej brzydoty, niewidziane jeszcze nigdy przez Paulinę Barnett i Tomasza Blacka. Zwierzę to miało krótkie