Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XIV.
Na Saint-Johnie.

Rzeka była wtedy pusta w tej części swego biegu. Ani jedno światełko nie ukazywało się na przeciwnem wybrzeżu. Światła Jacksonvillskie kryły się za kolanem przystani Camdless, w miejscu, gdzie się, zagina ku północy. Tylko ich odblask bił w górę, zabarwiając najniższą warstwę chmur.
Chociaż noc była ciemna, gig z łatwością kierował się na wodzie. Ponieważ żadne wyziewy nie wydobywały się z Saint-Johnu, byłoby łatwo śledzić i ścigać ich czółno, gdyby jaki statek południowców czyhał na nie, czego Gilbert i jego towarzysz nie przewidywali.
Obaj zachowywali głębokie milczenie. Zamiast płynąć w dół rzeki, byliby woleli wyszukać Texara. w Jacksonville, spotkać się z nim oko w oko, zwiedzić wszystkie lasy, wszystkie przystanie wybrzeży Saint-Johnu. Tam, gdzie się Jamesowi Burban-