Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żebyście obaj z Marsem zaczekali, to widać, że należy wam czekać!
— Będę posłuszny, — odpowiedział młodzieniec, — ale przynajmniej zbadam terytoryum i będę szukał.
— Czy myślisz, żem ja już tego nie zrobił? — zawołał pan Burbank. Ani jeden dzień nie minął, żebyśmy nie zwiedzali brzegów rzeki i wysepek, na których Texar mógł się schronić, ale ani jednej wskazówki, ani jednego śladu nie mamy! Carrol i Stannard razem ze mną dokładali wszelkich starań, lecz dotąd poszukiwania nasze były bezowocne!...
— Dlaczego nie mielibyśmy zanieść skargi w Jacksonville? — zapytał młody oficer. — Dlaczego nie ścigać Texara, jako winnego rabunku w Camdless-Bay i porwania?...
— Dlaczego? — odparł James Burbank. — Dlatego, że Texar jest teraz panem; dlatego, że wszystko, co uczciwe, drży przed temi łotrami, którzy z nim trzymają; dlatego, że pospólstwo i milicya hrabstwa stoją po jego stronie.
— Ja zabiję Texara! — powtarzał Mars, nie zdolny myśleć o czem innem.
— Zabijesz go, ale we właściwej chwili — odpowiedział James Burbank, — teraz pogorszyłbyś tylko położenie.
— Kiedyż ta chwila nastąpi? — zapytał Gilbert.
— Gdy federaliści staną się panami Florydy i zajmą Jacksonville!