Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co się tu stało, panie?
W tej chwili Gilbert się podniósł.
— A Dy? — wykrzyknął. — Czy Dy już się położyła?... Gdzie moja siostrzyczka?...
— Gdzie moja żona? — rzekł Mars.
Po chwili, młody oficer i Mars wiedzieli o wszystkiem. Płynąc wzdłuż wybrzeża Saint-Johnu, widzieli wprawdzie wśród ciemności stosy gruzów na plantacyi, lecz mogło to być tylko materyalną klęską, którą wywołało wyzwolenie murzynów... Teraz wiedzieli już wszystko... Jeden z nich nie zastał siostry, drugi żony... a nie było nikogo, coby ich mógł objaśnić, gdzie je Texar ukrywa od 7-iu dni!
Kląkłszy znów przed panią Burbankową, Gilbert wraz z nią płakał
Mars, z rozpaloną. twarzą, z zapartym oddechem, miotał się, biegał po domu, niezdolny panować nad sobą. Nakoniec wybuchnął wściekłym gniewem.
— Ja zabiję tego Texara! — krzyknął — Popłynę do Jacksonville jutro... jeszcze dzisiejszej nocy... natychmiast...
— Tak! chodź Marsie, chodź!... — odpowiedział Gilbert.
James Burbank zatrzymał ich.
— Gdyby to się dało zrobić, — rzekł, — nie czekałbym na ciebie, synu! Tak! Ten nędznik byłby przypłacił życiem krzywdę, jaką nam wyrządził! Kiedy mówię do ciebie w ten sposób, kiedy zalecam,