Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Był to Mars, mąż Zermy, wierny sługa Gilberta Burbanka.
Uściskawszy ojca, Gilbert rozejrzał się dokoła. i gdy spostrzegł Alicyą wziął ją za rękę, wiedziony nieprzepartym popędem tkliwego uczucia.
— Matka! — zawołał. Gdzie matka?.. Czy to prawda, że jest umierająca?...
— Więc ty to wiesz, mój synn?... — odpodział James Burbank.
— Wiem wszystko,.. wiem, że plantacya zniweczona przez bandytów Jacksonvillskich, że przypuszczono szturm do Castle-House, że matka... może umarła!...
Obecność młodzieńca, w okolicy, gdzie mu groziło tyle osobistych niebezpieczeństw, była teraz wytłomaczoną.
Oto, co zaszło.
Poprzedniego dnia kilka kanonierek eskadry komandora Dupont przekroczyło ujścia Saint-John i popłynąwszy w górę rzeki, musiały się zatrzymać przy tamie, o 4 mile poniżej Jacksonville. W kilka godzin później, człowiek, podający się za jednego ze strażników latarni morskiej na Pablo, pojawił się na pokładzie kanonierki Stevensa, na której Gilbert pełnił obowiązki Kapitana 2-giej klassy. Człowiek ten opowiedział wszystko co zaszło w Jacksonville, jako też o napadzie na Camdless-Bay, o rozproszeniu murzynów, o groźnym stanie pani Burbankowej. Ła-