Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


którego oddzielała go jeno kładka kapitana. Chociaż nie rzekł ani słowa, wzrok jego dostatecznie wskazywał, że ci dwaj ludzie czują do siebie jakąś nieubłaganą nienawiść.
Co się tycze Jamesa Burbanka, to spojrzawszy w oczy Texarowi, odwrócił się od niego i poszedł usiąść w głębi pokładu, gdzie towarzysze jego już zasiedli.
— Burbanek zły! — rzekł jeden z kompanów Texara, — Naturalnie!... Kłamstwa jego na nic się nie zdały i sąd wymierzył sprawiedliwość za jego fałszywe świadectwo.
— Ale nie na jego osobie — odparł Texar, — a ten wymiar sprawiedliwości zachowuję dla siebie.
Statek tymczasem odbił od brzegu. Długiemi żerdziami zepchnięto przód statku w kierunku prądu i Shannou party potężnemi koami, którym pomagał odpływ, ruszył szybko w dół rzeki Ś-go Jana.
Jak wiadomo, parowce kursujące po rzekach amerykańskich, są prawdziwemi kilkopiętrowemi domami, z obszernemi tarasami u szczytu. Nad niemi panują kominy, maszyny i maszty do zawieszania bander i lin, podtrzymujących werendy. Na Hudsonie tak samo jak na Mississipi, te Steam-boats, rodzaj pałaców morskich, mogłyby pomieścić ludność jakiej mieściny. Saint-John i miasta florydzkie nie potrzebowały takiej obsługi. Shannou był więc tylko zwyczajnym hotelem pływającym, chociaż jego urządze-