Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie jeszcze, i proszę cię. nie mów im nic. Dowiedzą się dzisiaj. Zwołaj ich wszystkich do parku na 3-cią po południu i powiedz tylko, że im mam coś obwieścić.
Po tych słowach, rządzca odszedł z oznakami zdumienia, powtarzając:
— Murzyni przestaną być już niewolnikami! Murzyni będą pracowali samoistnie! Murzyni będą zmuszeni sami zaspakajać swoje potrzeby! To przewrot porządku społecznego! To zniweczenie praw ludzkich! To rzecz niezgodna z naturą! Tak, niezgodna z naturą!..
W ciągu poranku, James Burbank, Walter Stannard i Edward Carrol pojechali breakiem zwiedzić część plantacyi na północnej granicy. Niewolnicy oddani byli zwykłej pracy około ryżu, drzew kawowych i trzciny cukrowej. Niemniej gorliwie szły roboty w warsztatach. Tajemnica była dobrze dochowana; żadna komunikacya nie mogła jeszcze nastąpić pomiędzy Jacksonville a Camdless-Bay, ci więc, których tak bezpośrednio dotyczył zamiar Burbanka, nic o nim nie wiedzieli.
James Burbank wraz ze swymi przyjaciołmi, wybrali się w północną stronę plantacyi, dla przekonania się, czy nic nie grozi w okolicy. Po deklaracyi z dnia poprzedniego, można się było lękać, żeby część pospólstwa z Jacksonville, albo z okolicznych wsi, nie dala się namówić do napadu na Camdless-Bay.