Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jesteśmy dumni z ciebie, ojcze, — dodała miss Alicya, — pierwszy raz dając to miano p. Burbankowi.
— Tak więc, moja droga córko, gdy Gilbert i federaliści wkroczą do Florydy, nie zastaną już ani jednego niewolnika w Camdless-Bay.
— Dziękuję panu, — odezwała się Zerma, — dziękuję za moich towarzyszy i za siebie. —— Co do mnie, nie czułam się nigdy niewolnicą. Państwa łaskawość i szlachetność czyniły mię tak wolną, jak dziś nią jestem!
— Masz słuszność, Zermo, — odrzekła pani Burbankowa.— Jakeśmy cię kochali niewolnicą, tak i wolną kochać cię będziemy.
Zerma, nie tając swego wzruszenia, wzięła Dy w objęcia i przycisnęła ją do piersi.
Panowie Stannard i Carrol gorąco uścisnęli Burbankowi rękę, dając tem do poznania, że pochwalają ten czyn, owoc odwagi, a także i sprawiedliwości.
Rodzina Burbanka, pod wpływem szlachetnego wrażenia, zapomniała snać o komplikacyach, mogących wyniknąć z jego postępku.
To też w calem Camdless-Bay, chyba tylko jeden pan Perry potępiłby ten krok Burbanka ale o nim niewiedział, gdyż dopiero w nocy miał powrócić z objazdu plantacyi.
Ponieważ była już późna godzina, rozeszło się całe grono; wpierwej jednak Burbank oznajmił, że nazajutrz doręczy akt wyzwolenia niewolnikom.