Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mu tłumy, policya zdołała powstrzymać wszelkie gwałty. Były krzyki, pogróżki, ale nie przyszło do brutalnych czynów. Widocznie osłaniał go wpływ Texara. Udało mu się bez szwanku dotrzeć do portu, gdzie łódź na niego czekała. Tam pożegnał, się z p. Harvey, który mu towarzyszył; poczem odbiwszy od brzegu, pozostawił za sobą wrzaski krzykaczy Jacksonvilskich.
Po upływie 2-ch godzin, dostał się on nareszcie do tamy w Camdles-Bay, gdzie oczekiwała go rodzina. Jakże się ten światek uradował na jego widok. Tyle było powodów lękać się, żeby go nie przytrzymano...
Całując małą Dy, — rzekł on: „obiecałem ci powrócić na obiad, a wiesz dobrze, moja droga, że zawsze dotrzymuję obietnicy!..