Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ja!..
Był-to Texar. James Burbank poznał głos, ale nie obrócił nawet głowy w jego stronę i wzruszył tylko ramionami na znak wzgardy dla podłego oskarżyciela, który nań zagiął parol.
Towarzysze i stronnicy Texara głosem i giestami podniecali swego szefa.
— „Przedewszystkiem, — rzekł on — rzucę Jamesowi Burbankowi tę obelgę w oczy, że jest nordzistą! Jego obecność w Jacksonville, to ciągła zniewaga względem stanu skonfederowanego. Kiedy sercem i pochodzeniem należy do nordzistów, dla czego nie powrócił na Północ!
— Jestem we Florydzie, bo mi się podoba tu być, — odpad James Burbank. Od dwudziestu lat mieszkam w tem hrabstwie. Nie urodziłem się tu wprawdzie, ale, w każdym razie, jest-to wiadome, skąd pochodzę. Mówię do tych, których przeszłość jest nieznaną, którzy się kryją przed okiem ludzkiem i których prywatna egzystencya zasługuje na większe zarzuty, aniżeli moja!
Texar, bezpośrednio ugodzony tą odpowiedzią, nie stracił miny.
— Cóż więcej! — rzekł James Burbank.
— Co więcej?.. W chwili kiedy kraj ma powstać dla utrzymania niewolnictwa, kiedy gotów jest wylać krew dla odparcia wojsk federalnych, oskarżam Jamesa Burbanka jako przeciwnika niewolnictwa i propagatora idej przeciwnych niewolnictwu!