Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no i oschle, gdyż nie lubił tego człowieka, którego sprytem i bezczelnością pogardzał.
— Jedno słowo, panie Kaw-dier — rzekł przybyły — przyszedłem zawiadomić pana, że na tej wyspie ja sprawuję rządy w imieniu wszystkich wychodźców...
— Wybornie, ale cóż to mnie może obchodzić?
— Sądzę, bardzo wiele, gdyż większość dotychczas kierowała się pańskiemi wskazówkami i słuchała rad pańskich... Dziś tak już być nie może.
— A więc niech nie będzie — odrzekł obojętnie Kaw-dier.
— Tak, to pana w istocie mało obchodzi... Ale jest inna sprawa... Oto pan masz wyborną szalupę i strzelbę... Według nowych ustaw prawa, które wraz z Dorickiem zaprowadzamy na wyspie, szalupa ta i broń nie może należeć do pana, gdyż wszelka własność znosi się... Szalupę i broń pańską racz nam oddać... Od tej chwili przestają one należeć do pana...
— A więc do kogóż będą należały?
— Do ogółu, a przedewszystkiem do użytku prezydenta i jego zastępcy...
— A cóż ja wzamian otrzymam za rzeczy, które, jako pamiątkowe, są dla mnie wielkiej ceny?...
— Nic!... pan przestałeś być ich właścicielem.