Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śpieszniej jaki okręt, aby się mogli nań zabrać ci ludzie.
Karro, wezwawszy na pokład szalupy jednego z emigrantów, natychmiast wyruszył w podróż, ażeby spełnić polecenie Kaw-diera.
Po tygodniu nieobecności, dzielny Indjanin, powrócił z Punta-Arenas.
Karro lekko wyskoczył na brzeg i rzucił się w stronę, gdzie stał Kaw-dier i Halg, już go oczekujący.
Indjanin z szczerą radością witał obydwóch, tak syna, jak swego dobroczyńcę.
— Jakie przywozisz wiadomości?
— Gdzie okręt?.. Dlaczego nie przysyłają z Punta-Arenas okrętu? — ozwały się liczne głosy wśród zebranego na wybrzeżu tłumu.
Odpowiedział na to Karro i jego towarzysz:
— Gubernator z Punta-Arenas przyjął nas bardzo przychylnie. Na razie nie ma on żadnego większego statku, któregoby mógł wysłać po rozbitków, lecz ma nadzieję, że po złożeniu raportu do władz stołecznych, te wyślą jakiś większy statek w te strony. Ponieważ obecnie nastaje czas zimowy, nader niebezpieczny dla żeglugi, więc wcześniej, jak z nastaniem dogodnej po temu pory, na pomoc liczyć nie można.
— To jest wcześniej jak na wiosnę nie wydostaniemy się stąd — rzekł Kaw-dier — wiedzieć bowiem należy, że już obecnie żeglu-