Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ga przez ocean jest wielce niebezpieczna.
— A kiedyż na tej wyspie doczekamy się wiosny? — zapytał pan Hartlepool.
— Wcześniej niż za pół roku nikomu nie radzę puszczać się w tych stronach na morze.
— Aż za pół roku?..
— Tak, jeśli nie chcemy, aby nas spotkał los taki, jak «Jonatana.» Straszliwe burze i huragany, powstające w jednej chwili i szalejące z siłą tytaniczną, właśnie o tej porze nawiedzają wody archipelagu tutejszego, czyniąc je niebezpiecznemi, prawie niemożliwemi do przebycia.
— A więc jesteśmy na tej nieznanej wyspie uwięzieni na czas sześciu miesięcy? — pytał pan Hartlepool.
— Niestety — odparł Kaw-dier — doświadczenie moje i sumienie nie pozwalają mi zaprzeczyć temu. Musimy przezimować na tej wyspie. Innego wyjścia niema. Każdego, ktoby się w obecnej porze roku puścił na morze, czeka niechybna zguba. Lecz zima na wyspach tutejszych trwa krócej, niż w Islandji lub Kanadzie, jest też mniej surowa. Nawet o próbowaniu opuszczenia tej wyspy teraz, mowy być nie może. Musimy się do tego zastosować
Słowa te, wypowiedziane głosem pewnym, podziałały na tłum zebranych rozbitków wielce przygnębiająco.