Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w obłąkaniu pozostało mu uczucie ciągłego panicznego strachu, wydaje okropne krzyki, jak gdyby w rzeczy samej cierpiał od oparzelizny. Bywam także u ex-kapitana, który zawsze zachowuje się najspokojniej i rozmawia z całą przytomnością, pomijając to, co dotyczy jego zawodu; na tym punkcie władze jego umysłowe działać przestały. Ofiarowałem mu swoje usługi, czego nie przyjął i nie wychodzi wcale z kajuty. Dziś zrana kwaterę załogi napełnił dym ostry i duszący, który się wydostaje przez otwory przepierzenia. Widocznie ogień posuwa się w tę stronę, wyraźnie nawet słychać jak gdyby głuche sapanie. Skąd powietrze się przedostaje i podsyca ten ogień? Gdzież jest ten otwór, którego odkryć nie możemy? A więc niema sposobu uniknięcia strasznej katastrofy! Za parę dni, za parę godzin, za parę minut pikrat wybuchnie, a na nieszczęście morze jest tak wezbrane, że ani myśleć o ucieczce na szalupie!
Na rozkaz kapitana Kurtis przepierzenie okryto płótnem, które bezustannie polewają. Pomimo wszystkich możliwych starań dym wydostaje się ciągle i gorąco wilgotne, jakie panuje na przodzie okrętu, robi powietrze prawie niemożliwem do oddychania.
Na szczęście wielki przedni maszt jest