Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


krwi, spokoju i przekonywa ojca, że niebezpieczeństwo nie jest jeszcze tak bliskie.
Jednocześnie Robert Kurtis przy pomocy porucznika zdołał zatrzymać załogę. Zapewnia ich, że pożar nie rozszerza się, że Ruby jest nieprzytomny, że nie należy nigdy zbyt pospiesznie działać, że w stosownej chwili da rozkaz opuszczenia okrętu. Większa część majtków usłuchała głosu kochanego i szanowanego przez nich porucznika. Szalupy więc wróciły na swoje miejsce, czego kapitan Huntly nigdy nie zdołałby dokazać. Na szczęście Ruby nic nie mówił o pikracie, zamkniętym pod pomostem. Gdyby załoga wiedziała, że okręt jest tylko wulkanem, mogącym w każdej chwili wybuchnąć pod ich nogami, upadłaby na duchu i uciekała bądź co bądź, bez możności zatrzymania. Kurtis, Falsten i ja wiemy, w jaki okropny sposób skomplikował się pożar okrętu, nikt więcej o tem wiedzieć nie będzie.
Kiedy już przywrócono porządek, wróciliśmy z Kurtisem na wystawkę do Falstena. Inżynier siedział ciągle w tem samem miejscu, rozwiązując w myśli jakąś mechaniczną zagadkę. Na usilne nasze prośby przyrzekł ani słowa nie mówić o nowem niebezpieczeństwie, grożącem okrętowi. Robert Kurtis podjął się zawiadomić kapitana o całej okropno-