Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sztywnością, włosy najeżone, oko bez miary otwarte, oddech rzężący jak u astmatyka, stracił mowę... Strach doszedł u niego do ostatnich krańców. Nagle zaczął ruszać ramionami i patrząc na pokład »Chancellora«, mogącego w każdej chwili wylecieć w powietrze, wyskakuje z wystawki, pada, podnosi się i biega po okręcie, machając rękami jak waryat.
Nagle odzyskał mowę i z ust jego wyrywa się okropny okrzyk:
— Okręt się pali! Okręt się pali!
Na ten krzyk cała załoga sądząc, że ogień wybuchnął na zewnątrz i że należy szukać ratunku w łodziach, zbiegła się na pokład.
Wszyscy pasażerowie także nadbiegli. Robert Kurtis nadaremnie chce uspokoić obłąkanego Ruby.
Nieład dochodzi do najwyższego stopnia Pani Kear pada bez zmysłów. Jej męża nic nie obchodzi, odszedł, pozostawiając żonę na opiece panny Herbey.
Majtkowie już odwiązali sznury szalup chcąc je spuścić na morze.
Jednocześnie powiedziałem panom Letourneur o pożarze na spodzie okrętu. Ojciec ujął syna w ramiona, jak gdyby chcąc go uchronić od klęski. Młodzieniec nie stracił zimnej