Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mu o wszystkiem powiedzieć, ale obiecałem Robertowi, że będę milczał i dotrzymam słowa. Kiedy pomyślę o następstwach katastrofy, co chwila wybuchnąć mogącej, serce moje boleśnie się ściska. Jest nas 28 osób na pokładzie, 28 ofiar, dla których płomienie nie zostawią nawet deski ratunku! Dzisiaj była narada pomiędzy kapitanem, pomocnikami i bosmanem, narada, od której zależy ocalenie »Chancellora«, pasażerów i załogi.
Robert Kurtis wtajemniczył mię we wszystko, co tam uradzono. Kapitan Huntly upadł zupełnie na duchu, co zresztą było do przewidzenia. Stracił zimną krew i energię i zdaje dowództwo Robertowi Kurtis. Wzrost pożaru w głębi nie ulega żadnej wątpliwości tak, że w koszarach załogi, na przodzie okrętu, nie można już wytrzymać. Ogień, którego dotąd nie zdołano opanować, prędzej czy później wybuchnie gwałtownie. Jedyny więc ratunek — szukać ocalenia na najbliższym lądzie t. j.: w Małych Antyllach i można mieć nadzieję, że przy sprzyjającym wietrze dobijemy na czas do brzegów. Po przyjęciu tego zdania — Robertowi Kurtis pozostało tylko nadal utrzymać drogę z przed dwudziestu czterech godzin obraną. Pasażerowie, nie umiejąc oryentować się na Oceanie i nie ciekawi wskazówek busoli, naturalnie nie zauważyli żadnej zmiany,