Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Załoga powinnaby skarżyć się na trudy pompowania, ale nie czyni tego.
W nocy z 23 na 24 upał w kajucie był nie do wytrzymania tak, że pomimo silnych bałwanów otworzyłem okienko.
Zwrotniki dają się nam uczuć!
Z brzaskiem jutrzenki wyszedłem na pokład.
Dziwnem zjawiskiem wydać się może różnica temperatury wewnątrz statku i na wierzchu, tam upał nie do zniesienia, tutaj zupełny chłód, prawie zimno, słońce nie weszło jeszcze, pod wystawką zaś znów gorąco.
Majtkowie myją jak zwykle pokład, studnie wyrzucają masę wody, spływającej następnie na prawo i na lewo, stosownie do ruchów okrętu.
Marynarze z gołemi nogami biegają po wodzie, bryzgając na wszystkie strony.
Nie wiem dlaczego przyszła i mnie ochota ich naśladować, zrzuciłem więc obuwie i zacząłem podskakiwać w wodzie.
Ku wielkiemu memu zdziwieniu pokład okrętu jest tak gorący, że nie mogłem powstrzymać się od krzyku.
Robert Kurtis usłyszał mnie, odwrócił i, zbliżywszy się, odpowiedział na pytanie, którego nie zdążyłem mu zadać.
— No tak! — rzekł — okręt się pali!