Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Która mniej więcej mogła być godzina?
— Około trzeciej zapewne.
— I nie wiesz pan, dlaczego tak krzyczano?
— Nie wiem, panie Kazallon, ale nic ważnego stać się nie musiało, jeżeli nas nie zawołano na pokład.
Poszedłem obejrzeć klapy, znajdujące się przed i poza wielkim masztem, przez które wchodzi się na spód okrętu.
Jak zwykle są zamknięte, zauważyłem jednak, że przykryto je płótnem żaglowem, zatykając hermetycznie o ile można było.
Dlaczego tak zapieczętowano te otwory, nie wiem, zapewne jest jakiś powód, którego nie mogę zgadnąć.
Robert Kurtis rzecz całą wytłómaczy mi, poczekajmy więc, aż przyjdzie kolej służby na niego, to zaś co zauważyłem, lepiej zatrzymać w tajemnicy i nic nie mówić panom Letourneur.
Dzień będziemy mieli bardzo ładny, słońce wspaniałe weszło, powietrze zupełnie suche.
Z przeciwnej strony nieba widać sierp księżyca, mającego dziś zajść dopiero o 10-ej zrana. Za trzy dni będzie ostatnia kwadra, a 23 nów.
W roczniku moim zapowiadają na ten dzień wielki przypływ. Na pełnem morzu widzieć tego nie będziemy, ale na brzegach bę-