Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żagle ciągle pod wiatrem, nie rozumiem tego wcale.
Przez chwilę chciałem wyjść na pokład, ale hałas uspokoił się wkrótce. Kapitan Huntly także powrócił do kajuty, umieszczonej na przodzie wystawki, położyłem się więc i ja napowrót do łóżka.
Zapewne jakiś manewr spowodował tę bieganinę. A jednak okręt ciągle równo się kołysze, burza więc nie grozi.
Nazajutrz 14, o 6-ej zrana, wyszedłem na wystawkę i obejrzałem statek. Na pozór nic się na pokładzie nie zmieniło. »Chancellor« pędzi z szybkością 11 mil na godzinę i wybornie się trzyma na powierzchni lekko kołyszącego się morza.
Wkrótce potem pan Letourneur wyszedł z synem na pokład. Pomogłem Andrzejowi wejść na werendę i oddychamy świeżem powietrzem silnie napojonem wonią morza.
Pytałem tych panów, czy nie obudził ich w nocy hałas na pokładzie.
— Mnie wcale nie, jednym tchem przespałem całą noc — odpowiedział Andrzej.
— W takim razie można ci powinszować twardego snu — rzekł p. Letourneur — bo ja także zbudziłem się wskutek hałasu, o którym pan Kazallon mówi. Zdaje się nawet, że wołano: żywo! żywo! do klap, do klap!