Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Umówiono się bez żadnych sporów, że ostatnie nazwisko wyciągnięte będzie ofiarą.
— Kto będzie ciągnął losy? Wszyscy się zawahali.
— Ja! — zawołał pan Letourneur.
Człowiek ten blady, wychudły, z siwemi włosami, spadającemi aż na ramiona, przeraża mnie swoim spokojem.
Ach, nieszczęśliwy ojcze! rozumiem cię. Wiem dlaczego chcesz ciągnąć losy! Twoje poświęcenie ojcowskie posuniesz aż do tego stopnia!
Pan Letourneur włożył rękę w kapelusz, wyjął bilet, rozwinął go i donośnym głosem przeczytał nazwisko, napisane na kartce, oddając je następnie wyszczególnionemu.
Pierwsze imię wymienione było Burkego, który wydał okrzyk radości, drugi Flaypol, trzeci bosman, czwarty Falsten, piąty Robert Kurtis, szósty Sandon, połowa imion już wywołana; moje dotychczas nie wyszło, pozostało mi więc cztery szanse dobre, a jedna zła. Odkąd Burke krzyknął, nikt z nas nie wymówił słowa. Pan Letourneur spełnia dalej swoje okropne zadanie. Siódme imię miss Herbey, która nawet nie drgnęła. Ósme imię moje, tak moje. Dziewiąte Letourneur.
— Który? — pyta się bosman.
— Andrzej — odpowiedział pan Letour-