Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


neur. Andrzej usłyszawszy to, padł bez zmysłów.
— No, ciągnijże pan dalej — ryknął cieśla, Daoulas, którego imię wraz z imieniem pana Letourneur znajduje się dotąd w kapeluszu.
Daoulas spogląda na swojego współzawodnika jak na ofiarę, którąby chciał pożreć. Pan Letourneur uśmiecha się prawie. Wyciągnął bilet przedostatni, powoli rozwinął i spokojnym głosem przeczytał: Daoulas.
Ocalony cieśla odetchnął. Następnie pan Letourneur, nie czytając ostatniego biletu, podarł go w kawałki. Na jednym z nich, który poleciał aż w głąb tratwy, wyczytałem: And...
Pan Letourneur rzucił się ku mnie i wyrwał mi gwałtownie z rąk ten świstek, skręcił go w palcach, spojrzał na mnie poważnie i cisnął w morze...





LIV.

Dalszy ciąg 26 stycznia. Zrozumiałem dobrze, ojciec poświęcił się za syna, a nie mając nic prócz życia, chce je oddać za niego.
Zgłodniała banda nie chce dłużej czekać. Szarpania ich wnętrzności podwoiły się na widok ofiary im przeznaczonej. Pan Letour-