Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Daoulas radzi, ażeby wyparować na słońcu wodę morską i zebrać sól.
— A resztę zasolimy — zakończył.
— Naturalnie — odpowiedział bosman.
Przyjęto też propozycyę cieśli bez dyskusyi. Cisza zaległa na tratwie, widać, że majtkowie zasnęli.
Już nie są głodni.





XLVIII.

19 stycznia. Przez cały dzień dzisiejszy ta sama temperatura, taż sama cisza. Noc nie przynosi żadnej zmiany w stanie powietrza. Nie mogłem prawie zupełnie spać. Nad ranem usłyszałem gniewne okrzyki, rozlegające się na pokładzie.
Panowie Letourneur, miss Herbey wstali także. Odsunąłem namiot, ażeby zobaczyć co zaszło.
Bosman, Daoulas i załoga okropnie rozpaczają. Robert Kurtis, siedząc dotąd na tyle tratwy, dowiedziawzy się o przyczynie gniewu, chce ich uspokoić.
— Nie, nie! — rzekł Daoulas, rzucając naokoło siebie wściekłym wzrokiem — musimy dowiedzieć się, kto to zrobił.