Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiem drąga, jednocześnie Burke i Flajpol wpadli na Falstena i bosmana. Przeciwko sobie miałem murzyna Jynxbropa, który chciał mnie zamordować toporem. Pochwyciłem go obydwoma rękami, ażeby powstrzymać uderzenie, ale łotr był silniejszy ode mnie. Po kilku chwilach widziałem, że nie dotrzymam mu placu, nagle Jynxtrop padł wznak na platformę, pociągając mnie za sobą. To Andrzej Letourneur, pochwyciwszy go za nogę, przewrócił w samą porę. Ta niespodziewana pomoc ocaliła mnie. Murzyn padając wypuścił broń, którą pochwyciłem, chcąc mu zmiażdżyć czaszkę... Andrzej z kolei powstrzymał mnie. Buntownicy schronili się na przód tratwy. Robert Kurtis, uniknąwszy ciosów, które mu chciał zadać Owen, porwał za siekierę i uderzył nią z całej siły. Owen odskoczył na bok i siekiera rozpłatała piersi Wilsonowi. Nędznik padł na wznak i zniknął w morzu poza tratwą.
— Ratujcie go! ratujcie go — zawołał bosman.
— Zabity — odpowiedział Daoulas.
— Właśnie dlatego — krzyknął bosman i zamilkł, nie dokończywszy rozpoczętego zdania.
Śmierć Wilsona położyła koniec walce, Flajpol i Burke, pijani do najwyższego stopnia upadli bez czucia. Pochwyciliśmy więc