Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zano postronkami, a że wzajemnie pomiędzy sobą się krzyżują, całość więc wznosi się na dwie stopy nad morzem. Co do pokładu, zbito go z desek pomostu, zerwanego przez fale. Po południu przeniesiono na tratwę wszystko, oo dało się ocalić z żywności i żagli — instrumenta i narzędzia ciesielskie. Trzeba się spieszyć, albowiem w tej chwili już bocianie gniazdo wzniesione jest zaledwie o 10 stóp nad morze, z przedniego zaś masztu widać tylko sam wierzchołek z ukosa sterczący ponad fale. Jutro zapewne wybije ostatnia godzina »Chancellora!« Muszę teraz skreślić stan moralny, w jakim się znajdujemy. Trudno wypowiedzieć, co się dzieje ze mną. Zdaje mi się, że jest to raczej najzupełniejsza obojętność niż rezygnacya. Pan Letourneur żyje tylko dla swojego syna, ten zaś myśli tylko o ojcu, Andrzej okazuje rezygnacyę odważną i chrześcijańską, z którą porównać tylko mogę poddanie się miss Herbey. Falsten pozostanie zawsze Falstenem i bezustannie pisze w swoim notatniku, pani Kear umiera powoli, pomimo starań panny Herbey i moich. Co do majtków, z tych kilku zaledwie zachowało spokój, reszta straciła zupełnie głowy. Niektórzy z nich są gotowi posunąć się do ostateczności. Trudno będzie wyżyć z nimi na ważkiej tratwie, jeżeli poddadzą się wpływowi Owena i Jynxtropa.