Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie lękam się o siebie — odpowiedziała dziewczyna spokojnym głosem — ale o tych, dla których życie jest cenne!
O ósmej bosman krzyknął na załogę:
— Hola tam na przodzie!
— Słucham — odrzekł któryś z majtków, zdaje mi się, że O’Ready.
— Czy macie łódkę?
— Nie mamy.
— A więc ją skradziono!
Rzeczywiście niema już łódki, która dotychczas wisiała przy przednim maszcie. Jednocześne przekonano się, że zniknął pan Kear, Silas Huntly i trzech majtków, z których jeden Szkot, a dwóch Anglików.
Teraz zrozumiałem, co było przedmiotem rozmowy pomiędzy panem Kear i Silasem. Obawiając się, że »Chancellor« utonie, zanim dokończą tratwę, postanowili uciec i przekupstwem nakłonili trzech majtków do skradzenia łódki. Rozumiem teraz, co znaczył punkt czarny, widziany przeze mnie w nocy. Nędznik opuścił żonę. Niegodny kapitan opuścił okręt! Ukradli nam łódkę, może ostatnią nadzieję ratunku.
— Pięciu ocalonych — rzekł bosman.
— Pięciu nieboszczyków — odpowiedział stary Irlandczyk. W istocie wzburzone morze zdaje się powtarzać słowa Irlandczyka. Jest