Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


robi uwagę bosman — i praca potrwa długo, tembandziej, że nie będzie mogła być prowadzoną nad dwie godziny podczas odpływu morza.
— A więc nie traćmy ani chwili — odpowiedział Kurtis.
— Eh! kapitanie — odzywa się Daoulas — będzie roboty na miesiąc! Czy nie byłoby możebnem wysadzić w powietrze te skały? Proch mamy w składzie.
— W zbyt małej ilości — odpowiedział bosman.
Położenie jest nadzwyczaj poważne. Miesiąc pracy? Ale przed upływem miesiąca statek zostanie rozbity przez morze!
— Mamy coś lepszego od prochu — zauważył wówczas Falsten.
— Cóż takiego? — zapytał Robert Kurtis, odwracając się do inżyniera.
— Pikrat potasu! — odpowiedział Falsten.
Pikrat potasu! pudełko zabrane przez nieszczęśliwego Ruby. Materya wybuchająca, która o mało nie wysadziła w powietrze okrętu, usunie przeszkodę. Dziura prześwidrowana w bazalcie i grzebień zniknie.
Pudło z pikratem, jak już mówiłem, złożone zostało w miejscu pewnem na rafie. Opatrzność sama czuwała i przeszkodziła nam