Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rakter kapitana po parogodzinnej z nim znajomości.
Nie przeczę wiec, że Silas Huntly jest najlepszym marynarzem, może znać wybornie swój zawód, ale bardzo wątpię, żeby miał wolę niezłomną i siłę charakteru wobec ciężkich prób życiowych.
W istocie, ruchy kapitana Huntly są ciężkie i ciało jego wygląda, jak gdyby znużone.
Niedbałość przebija się w jego niepewnem spojrzeniu, w ruchach rąk i w kołysaniu się z jednej nogi na drugą. Nie jest to i nie może być człowiek energiczny, ani nawet uparty, gdyż oczy jego nie zmrużają się, szczęki nie są wydatne, a dłonie zawsze otwarte, nie ściskają się w pięści. Zresztą ma jakiś dziwny wyraz twarzy, którego dotąd nie umiem sobie wytłómaczyć, będę jednak zwracał nań całą uwagę, na jaką zasługuje dowódca okrętu, ten, który jest naszym panem, drugim po Bogu.
Jeżeli się jednak nie mylę, to pomiędzy Panem Bogiem a Huntlym jest jeszcze na pokładzie człowiek, stworzony do odegrania ważnej roli w razie jakiegoś wypadku. Jest to porucznik okrętu, którego dotąd nie zbadałem dostatecznie, opiszę go później.
Załoga »Chancellora« składa się: z kapitana Huntly, porucznika Roberta Kurtis, dru-