Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szkańcy Quiquendonc byli na świeżem powietrzu, t. j. na ulicach, na placach publicznych, przy brzegu rzeki Vaar, zawsze byli tak samo zimni i systematyczni jak dawniej. Nawet gdy znajdowali się w mieszkaniach, jedni pracowali, drudzy albo nic nie robili albo przynajmniej nie myśleli o niczem. Życie prywatne było ciche, bezwładne, wegetujące jak kiedyś. Żadna sprzeczka, żadna wymówka przy zajęciach gospodarskich, żadne przyspieszenie bicia serca, żadne natężenie mózgu a średni puls taki jak dawniej 50 do 53 uderzeń.
Faktem jednakże nie dającym się wytłómaczyć, faktem którego zbadać nie mogli najznakomitsi fizyjologowie epoki był pewnik, iż jeżeli mieszkańcy Quiquendonc nie zmieniali się w życiu prywatnem, ulegali zupełnej przemianie w życiu publicznem.
Gdy się znaleźli w budynku publicznym, działo się tam, według słów komisarza Passauf — „jak dalej nie idzie.“ Na giełdzie, w ratuszu, w sali akademii, na posiedzeniach towarzystwa naukowego, przebijał pewien rodzaj