Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest bez znaczenia, gdy się powie komu drugiemu, że nie umie miarkować swych wyrażeń! Czyż pan nie wiesz że w mieście Quiquendonc wcale nie wiele potrzeba aby katastrofę sprowadzić? Cóżby się stało mój panie, gdybyś pan albo kto inny pozwalał sobie odzywać się do mnie w ten sposób?..
— Albo do mnie!... dodał radny Niklausse w tej chwili. Wymawiając te słowa tonem groźby dwaj dygnitarze z zaciśniętemi pięściami i najeżonemi czuprynami posunęli się naprzeciw doktora Ox, gotowi mu wyrządzić impertynencyją gdyby gestem albo nawet samem spojrzeniem tylko ośmielił się im zaprzeczyć.
Ale doktor okiem nawet nie mrugnął...
— W każdym razie, dodał burmistrz, jesteś pan odpowiedzialnym za wszystko co się dzieje w pańskim domu. Powierzono mi czuwać nad spokojnością tego miasta, nie życzę więc sobie aby była zakłócaną. Jeśli wypadki które miały miejsce powtórzą się raz jeszcze, spełnię moję powinność. Czy pan mnie zrozumiałeś? proszę mi na to odpowiedzieć mój panie!