Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czyż palą się one ciągle? zapytał burmistrz.
— Ciągle od trzech tygodni.
— Wszakżeśmy uradzili coś na sesyi pod względem ugaszenia pożaru...
— Tak, tak panie van Tricasse, zatwierdziliśmy wniosek pański.
— Czyż to nie najpewniejszy i nie najprostszy środek opanowania ognia?
— Tak, bez żadnej wątpliwości.
— Otóż przypomnijmy sobie czy to już wszystko?
— Wszystko, odpowiedział radny, trąc czoło jakby dla upewnienia się jeszcze, czy nie zapomniał przypadkiem o jakiej doniosłej sprawie. Ale, ale, panie burmistrzu, a czyś pan słyszał o wezbraniu rzeki i o niebezpieczeństwie jakie w skutek tego zagraża nisko położonej dzielnicy Ś-go Jakóba?
— Słyszałem, słyszałem, odpowiedział burmistrz. Co to mój Boże za szkoda, że wezbranie nie przyszło w kierunku sklepów z miedzią! Opanowałoby to pożar i uniknęlibyśmy