Strona:Juliusz Verne-Tajemnicza Wyspa (ed. Seyfarth i Czajkowski) T.2.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wtedy Harbert wpadł na myśl, ażeby przywiązać postronek do strzały i wycelować ją tak, ażeby przeleciała pomiędzy pierwsze drążki u drabinki wiszącej u progu drzwi. Wówczas możnaby było ściągnąć tym postronkiem drabinkę na dół i przywrócić komunikację między dołem a górą. Innego sposobu nie było, a przy trochę zręczności, środek ten udać się musiał. Na szczęście łuki i strzały złożone były w „dymnikach“ w jednym z kurytarzy, gdzie znajdowało się także z jakie dwadzieścia sążni lekkiego sznura wyplecionego z gałązek hibiskuszu. Pencroff rozwinął ten sznur i jeden koniec przymocował do strzały nasadzonej porządnie piórami. Poczem Harbert, napiąwszy strzałę na łuk, mierzył z wielką uwagą w sam zwisający koniec drabinki.
Cyrus Smith, Gedeon Spilett, Pencroff i Nab cofnęli się nieco w tył, tak by mogli uważać, co się działo w oknach Pałacu Granitowego. Korespondent przyłożywszy karabin do oka, mierzył prosto w drzwi.
Po chwili strzała świsnęła, pociągając za sobą sznur, i przeleciała pomiędzy ostatnie dwa szczeble drabinki.
Plan powiódł się zupełnie.
Harbert uchwycił natychmiast za koniec sznura, lecz w chwili gdy szarpnął nim by strącić na dół drabinkę, ręka jakaś przesunęła się w mgnieniu oka między murem a drzwiami, chwyciła drabinkę i wciągnęła ją do środka Pałacu.