Strona:Juliusz Verne-Tajemnicza Wyspa (ed. Seyfarth i Czajkowski) T.2.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ VI.
(Wołanie Pencroffa. — „Noc w dymnikach“. — Strzała Harberta. — Projekt Cyrusa Smitha. — Niespodziewane rozwiązanie. — Co się działo w Pałacu Granitowym. — W jaki sposób nowy służący wszedł w służbę osadników.)

Cyrus Smith stanął nie rzekłszy ani słowa. Towarzysze jego macali w ciemności wzdłuż muru, w przypuszczeniu, że może wiatr zmienił położenie drabinki, tudzież po ziemi, na wypadek, gdyby urwawszy się, spadła... Lecz nie było śladu drabinki. Przekonać się zaś, czyli przypadkiem wicher nie podniósł drabinki do pierwszego przestanku w połowie ściany granitowej, w noc tak ciemną było niepodobieństwem.
— Jeśli to żart, zawołał Pencroff, to zły żart! Przyjść do siebie i nie znaleść wschodów do własnego mieszkania, to zaiste nie pobudzi wcale do śmiechu ludzi strudzonych jak my!
Co się tyczy Naba, ten gubił się w samych wykrzyknikach.
— Przecież wiatru nie było! zauważył Harbert.