Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a można przypuścić, że nie szukał sposobu wzbogacenia się, należąc do ludzi, zakładających się nie dla pieniędzy, lecz ten przegrany zakład rujnował go doszczętnie...
Zresztą dżentelman powziął postanowienie, wiedział, co należy mu czynić.
Pani Aouda zajęła jeden z pokojów w jego mieszkaniu. Młoda kobieta była w rozpaczy. Z pewnych słów, wyrzeczonych przez pana Fogg, zrozumiała, jaki nieszczęsny powziął on zamiar.
Nie wiadomo w samej rzeczy, do jakich ostateczności dochodzą niekiedy Anglicy, opanowani jedną wyłączną ideą.
Obieżyświat także skrycie obserwował swego pana.
Wróciwszy do domu, poczciwy chłopak wszedł do swojego pokoju i przedewszystkiem zagasił płomień gazu, palący się od 80 dni.
Znalazł on w skrzynce do listów rachunek Towarzystwa gazowego i pomyślał, że już wielki czas położyć kres tym wydatkom, za które był odpowiedzialnym.
Noc przeszła. Pan Fogg się położył, lecz czy spał?
Obieżyświat czuwał jak pies przy drzwiach swego pana. Nazajutrz pan Fogg zawołał go i polecił mu w krótkich słowach przyrządze-