Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


co znacznie opóźniłoby przybycie pana Fogg do Anglii.
Co do statków Imman, z których jeden, »City of Paris«, wyruszał jutro na pełne morze, to o nich nawet myśleć nie można było. Te statki, przeznaczone dla emigrantów, są słabej konstrukcyi i szybkość ich jest średnia. Na przeprawę z New-Yorku do Anglii więcej wymagały czasu, niż go miał pan Fogg, by przybyć na czas do Londynu. O tem wszystkiem wiedział już dżentelman z bedekerem w ręku.
Obieżyświat był w rozpaczy. Myśl, iż się spóźnili o 45 minut na statek, dobijała go. To było wyłącznie jego winą, myślał, gdyż zamiast pomagać swemu panu, gromadził tylko przeszkody na jego drodze. A gdy policzył sumy stracone w podróży i z jego przyczyny, gdy dołączył do tego przegrany zakład, stało się jasnem, iż pan Fogg jest zrujnowanym; na samą myśl o tem biedny chłopak obrzucał się przekleństwami.
Pan Fogg jednakże nie robił mu żadnych wyrzutów i, opuściwszy port, rzekł tylko:
— Zobaczymy jutro. Chodźcie.
Pan Fogg, pani Aouda, Obieźyświat i Fix, przebywszy Hudson, wsiedli do doróżki, która ich zawiozła do hotelu Saint-Nicolas.
Noc była krótką dla Phileasa Fogg, który