Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się od niego nie mógł. Dusił go gniew, iż mógł się tak dać wywieźć w pole. Postanowił walczyć do końca.
Tymczasem podróżni, w tej liczbie i ciężko ranny pułkownik Stamp, zajęli miejsca w wagonie. Lokomotywa gwizdnęła, pociąg ruszył i wnet zniknął. Inspektor policyi pozostał.
Kilka godzin minęło. Pogoda była zła i chłodna. Fix siedział na dworcu ponury i milczący.
Pani Aouda, pomimo zawieruchy śnieżnej, co chwila opuszczała pokój, który oddano do jej dyspozycyi. Szła do końca dworca, siląc się przebić wzrokiem gęstą mgłę. Naprożno też nasłuchiwała, żaden szmer nie doszedł do jej uszu. Wchodziła więc do pokoju cała zziębnięta, by za kilka chwil powrócić i zawsze daremnie.
Nadszedł wieczór. Mały oddział jeszcze nie powrócił. Gdzie mogli się teraz znajdować? Czy dosięgli Indyan? Czy doszło do walki? Czy też żołnierze, błądząc z powodu mgły, na ślad ich nie natrafili? Kapitan fortu niepokoił się bardzo, choć się z tem nie wydawał. Nadeszła noc, śnieg sypał jeszcze obficiej, chłód stał się przenikliwszym. Zupełna cisza panowała wokoło. Podczas całej nocy pani Aouda, pełna smutnych przeczuć, błądziła przed dworcem. Wyobraźnia unosiła ją daleko i malo-