Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A ja chcę, byś wyszedł w karo — protestował pułkownik rozdrażnionym głosem.
Zrobił ruch ręką, jakby chciał schwycić karty.
— Pan o grze tej nie masz pojęcia.
— Będę może zręczniejszym w innej — rzekł, powstając Phileas Fogg.
— Możesz spróbować synu Johna Bull! — odparł brutalny Amerykanin.
Pani Aouda zbladła. Wszystka krew zbiegła jej do serca. Schwyciła pana Fogg za rękę, lecz ten lekko ją odsunął.
Obieżyświat miał ochotę rzucić się na Amerykanina, lecz Fix, zwracając się do pułkownika, rzekł:
— Zapominasz pan, iż ze mną masz do czynienia, ze mną, któregoś nie tylko obraził, ale i uderzył.
— Wybacz panie Fix — rzekł pan Fogg — ale mnie jednego to dotyczy. Utrzymując, iż gram źle, pułkownik powtórnie mnie obraził, z czego też musi mi zdać rachunek.
— Gdzie pan zechcesz i kiedy zechcesz! — odparł pułkownik. — Wybór broni również do pana należy.
Pani Aouda napróżno starała się powstrzymać pana Fogg. Obieżyświat najchętniejby Amerykanina wyrzucił za okno, ale pan jego