Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przed godziną 6-tą, a zatem pan Fogg, pani Aouda i dwaj ich towarzysze mieli czas zwiedzić miasto świętych, znajdujące się w pobliżu stacyi. Dwie godziny wystarczały na zwiedzenie miasta skończenie amerykańskiego, zbudowanego podług wzorów wszystkich miast Stanów Zjednoczonych w szachownicę o prostych, surowych liniach, a ponurych kątach prostych, jak się wyraża Wiktor Hugo.
O godzinie 3-ciej podróżni przechadzali się jeszcze po ulicach miasta, położonego między rzeką Jordan i pierwszemi pagórkami wzgórza Wahsatch. Niewiele napotykali kościołów; godnym widzenia był dom proroka i arsenał. Domki z werendami okolone ogrodami pełnymi akacyi i palm. Mur z gliny i kamieni, postawiony w roku 1853, opasywał miasto. Na głównej ulicy, gdzie odbywał się targ, znajdowało się kilka hoteli, zdobnych we flagi.
Pan Fogg i jego towarzysze zauważyli, iż miasto nie odznacza się zbytkiem ludności. Ulice były prawie puste. O oznaczonej godzinie podróżni zajęli miejsca w wagonie. Gdy pociąg ruszył,rozległ się okrzyk: »stójcie! stójcie!« Lecz pociąg w biegu nie zwykł się zatrzymywać. Dżentelman, który się spóźnił, spieszył co tchu; szczęściem dworzec nie miał ani drzwi, ani baryer. Mormon przebiegłszy