Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dziękuję — rzekł Fogg do inspektora, gdy wydostali się z tłumów.
— Niema za co — odparł Fix. — Chodźmy!
— Dokąd? —
— Do magazynu z ubraniem.
Było to wobec stanu garderoby obydwóch panów koniecznem. Suknie ich przedstawiały masę łachmanów.
W godzinę później ubrani i uczesani powrócili do hotelu. Tam oczekiwał już swego pana Obieżyświat z pół tuzinem rewolwerów o siedmiu nabojach. Na widok Fixa twarz poczciwego chłopca zachmurzyła się. Ale gdy pani Aouda kilku słowy opowiedziała, co zaszło, udobruchał się.
Po skończonym obiedzie sprowadzono doróżkę, mającą zawieźć naszych podróżnych i ich bagaż na dworzec.
Pan Fogg zwrócił się do Fixa.
— Nie widział pan więcej tego pułkownika?
— Nie.
— Powrócę do Ameryki, by go odnaleźć — rzekł chłodno pan Fogg. — Obywatela angielskiego nie wolno bezkarnie tak traktować.
Inspektor uśmiechnął się, nic nie odpowiedziawszy.
Pan Fogg należał, jak widzimy, do rasy Anglików, nie tolerujących pojedynków u sie-