Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nego złodziejskiego ptactwa, strzegły je szkaradne straszydła i hałaśliwe kołowrotki. Na cedrach bujały orły, na wierzbach płaczących ukrywały się melancholijne czaple; wszędzie pełno było wron, kaczek, dzikich gęsi i mnóstwo żórawi znajdujących się u Japończyków w wielkiem poszanowaniu i będących dla nich symbolem szczęścia i długiego życia.
Tak się błąkając, Obieżyświat zauważył w trawie kilka fiołków.
— Dobrze! — pomyślał — będę miał kolacyę.
Ale spróbowawszy, żadnego zapachu w nich nie znalazł. Przewidujący Francuz przed opuszczeniem statku zjadł sute śniadanie, ale po kilkogodzinnej przechadzce uczuł głód dotkliwy. Zauważywszy, iż w jatkach nie było mięsa ani baraniego, ani wieprzowego, a wiedząc, iż świętokradztwem jest zabijanie byków, przeznaczonych na uprawę roli, Obieżyświat przyszedł do przekonania, iż mięso w Japonii musi być bardzo drogie. Nie omylił się w tym względzie, ale nie zależało mu wcale na mięsie z jatek, zadowolniłby się z chęcią zwykłem pożywieniem Japończyków; ćwiartką cielęciny, kuropatwą lub przepiórką, czemkolwiek z drobiu lub ryby, z garstką ryżu do tego. Wszakże musiał się bez tego wszystkiego obejść i z rezygnacyą myśl o posiłku odłożył do jutra.