Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pasażerem tym był Obieżyświat we własnej osobie.
Otóż co się z nim stało.
W parę chwil po wyjściu Fixa z szynkowni dwóch chłopców podniosło Obieżyświata, mocno uśpionego i złożyło go na łóżku, przeznaczonem dla opilców. Lecz w trzy godziny później, dręczony nawet we śnie jedną jakąś myślą, obudził się i walczył przeciw narkotycznemu działaniu opium. Myśl o niewypełnionym obowiązku zmogła jego ociężałość.
Opuściwszy łóżko, chwiejąc się i trzymając muru, padając i na nowo się podnosząc, pchany nieprzezwyciężoną siłą instynktu, wyszedł z szynkowni, krzycząc jakby ze snu »Carnatic«! »Carnatic«!
O kilka kroków od niego stał statek, tylko co mający odbić od brzegu. Obieżyświat rzucił się ku mostkowi, dopadł pokładu i upadł bez życia na podłogę w chwili, gdy »Carnatic« ruszył na otwarte morze.
Kilku majtków podniosło go i zaniosło do kajuty klasy II-giej, gdzie się też zbudził nazajutrz rano o 50 mil od ziemi chińskiej.
Dlatego też tego ranka Obieżyświat znajdował się na pokładzie »Carnatic« i całą piersią wchłaniał świeże morskie powietrze. To go otrzeźwiło. Począł zbierać myśli, szło mu z początku z wielką trudnością, lecz stopniowo