Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nareszcie, skończywszy kolacyę, zwrócił się do pana Fogg i, wziąwszy go na stronę, rzekł:
— Panie... Byłeś bardzo łaskawym, ofiarując mi miejsce na swym statku, ale choć środki nie pozwalają mi być tak szczodrym jak pan, chcę jednakże zapłacić swą część.
— Nie mówmy o tem!
— Ależ, panie...
— Nie, panie — powtórzył pan Fogg tonem stanowczym. — To zalicza się do wydatków ogólnych.
Fix skłonił się i przez cały dzień nie wymówił słowa. Tymczasem posuwano się szybko naprzód. John Bunsby miał niepłonną nadzieję przybycia na czas do Shangaju. Cała załoga małego okrętu dokładała wszelkich starań. Nadzieja nagrody nęciła tych poczciwców. Rozkazy były sumiennie wypełniane.
Nawet fregata z Royal-Yacht-Clubu nie mogła być lepiej dyrygowaną. Z nadchodzącym wieczorem można było zaznaczyć, iż statek oddalił się o 220 mil od Hong-Kongu i Phileas Fogg mógł się spodziewać, iż przybywszy do Jokohamy, nie będzie zmuszonym zapisywać opóźnienia. Pierwsza poważna przeszkoda od czasu wyjazdu z Londynu prawdopodobnie usunięta zostanie bez straty czasu.
O brzasku dnia następnego »Tankadere« swobodnie wsunął się w cieśninę Fo-Kien, od-