Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Fogg, postarawszy się, aby jej na niczem nie zbywało, wyszedł natychmiast na miasto dla odszukania kuzyna pani Aoudy. Obieżyświatowi rozkazał pozostać w hotelu do swego powrotu, by młoda kobieta nie była w nim samą.
Dżentelman nasz kazał się zaprowadzić na giełdę, gdzie Jojeha, zaliczającego się do najbogatszych kupców miasta, musiano znać powszechnie. Woźny, do którego pan Fogg się zwrócił, znał parskiego kupca. Ale od dwóch lat nie mieszkał on już w Chinach. Dorobiwszy się majątku, udał się, jak mniemano, do Holandyi. Wróciwszy do hotelu, pan Fogg kazał się pani Aoudzie zaanonsować, i wszedłszy do jej pokoju, bez żadnego wstępu objaśnił ją, iż kuzyna niema w Hong-Kongu i że prawdopodobnie przebywa w Holandyi.
Na razie pani Aouda nic nie odrzekła, po krótkim namyśle spytała swym słodkim głosem:
— Cóż mam więc robić?
— To bardzo proste. Powrócić do Europy.
— Ależ ja nie mogę wyzyskiwać...
— Pani nie wyzyskuje i jej obecność w niczem nie psuje mi programu. Obieżyświecie!
— Słucham pana.
— Idź na »Carnatic« i zamów trzy kajuty.