Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


już Hong-Kong. Wahał się jednakże, chcąc do ostatniej chwili zachować nadzieję.
Z obaw swych zwierzył się Fixowi. Chytry ten lis uspokajał go, mówiąc, iż w razie opóźnienia pan wsiądzie na następny statek. Słowa te wprawiły Obieżyświata w gniew szalony.
To, czego nie śmiał uczynić Obieżyświat, zrobił pan Fogg i głosem spokojnym spytał, czy on czasem nie wie, kiedy najbliższy statek z Hong-Kongu udaje się do Jokohamy?
— Jutro rano z odpływem — odrzekł sternik.
— A... — rzekł pan Fogg, nie okazując zbytniego zdziwienia.
Obecny tej rozmowie Obieżyświat miał ochotę uściskać sternika, któremu Fix najchętniej kark skręcił.
— Jak się nazywa ten statek? — spytał pan Fogg.
— »Carnatic« — odparł sternik.
— Czyż nie miał on wczoraj odpłynąć?
— Tak panie, ale jeden z kotłów wymagał naprawy, dla tego też odjazd nastąpi jutro.
— Dziękuję panu — odrzekł pan Fogg i krokiem automatu zszedł do salonu.
Obieżyświat tymczasem, ściskając dłoń majtka, mówił:
— Jesteś dzielnym człowiekiem, sterniku —