Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znajdował się na pokładzie. Wszędzie go też było pełno, wdrapywał się na maszty z zręcznością małpy, pomagał jak mógł i zdumiewał majtków siłą i elastycznością swych muszkułów.
Wciąż zapytywał kapitana, oficerów i majtków, nie mogących się powstrzymać od śmiechu, jak długo będzie trwała burza. Odesłano go do barometru, który się podnieść nie chciał, choć Obieżyświat silnie nim potrząsał.
Wreszcie burza się uciszyła. 4 listopada nastąpiła korzystna zmiana pogody. Zmienił się też zaraz i humor Obieżyświata. Znów rozpięto wszystkie żagle i »Rangoon« z zadziwiającą szybkością pomknął dalej. Lecz straty czasu nie można było wrócić.
Dopiero 6 listopada, o 5-tej godzinie zrana, zwiastowano ziemię.
Podług notatnika pana Fogg przybycie do Hong-Kongu miało nastąpić 5 listopada, a miało miejsce 6-go. Było zatem opóźnienie 24-godzinne, o zdążeniu więc na statek, odpływający do Jokohamy, marzyć nie było można.
O 6-tej sternik zajął swoje miejsce, by przeprowadzić statek przez kanał do portu Hong-Kong.
Obieżyświat pałał chęcią spytania tego człowieka, czy statek do Jokohamy opuścił