Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


suwała się w jego oczach z przerażającą szybkością.
— Pierwsza sprawa — powtórzył sędzia.
— Phileas Fogg — rzekł pisarz sądowy Oysterpuf.
— Jestem — odezwał się pan Fogg.
— Obieżyświat.
— Obecny — odpowiedział tenże.
— Dobrze — rzekł sędzia. Od dwóch dni podsądni poszukujemy was przy każdym pociągu, który przybywa z Bombayu.
— Ależ o cóż nas obwiniają? — wykrzyknął zniecierpliwiony Obieżyświat.
— O tem się pan zaraz dowiesz — odrzekł sędzia.
— Panie — rzekł pan Fogg — jestem angielskim obywatelem i służy mi prawo...
— Czy panu ubliżono w czemkolwiek?
— Nie.
—Dobrze. Niech wejdą oskarżyciele!
Na rozkaz sędziego otworzono drzwi i woźny wprowadził trzech indyjskich kapłanów.
— Otóż to! — mruknął Obieżyświat — to wszak ci sami, którzy chcieli spalić naszą młodą panią.
Kapłani stanęli przed sędzią, a pisarz sądowy donośnym głosem odczytał oskarżenie o świętokradztwo, popełnione przez pana