Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tymczasem pociąg miał już opuścić stacyę Allahabad i pan Fogg zapłacił przewodnikowi, co mu się należało, ani grosza więcej. Bardzo to zdziwiło Obieżyświata, który wiedział, ile pan jego zawdzięczał przewodnikowi. W samej rzeczy Pars życie swe narażał, gdyż, gdyby dowiedziano się o tem, iż przyjmował udział w porwaniu, nie umknąłby zemsty Indusów.
A teraz szło o Kiouni, co się stanie ze słoniem tak drogo kupionym?
Pan Fogg widocznie postanowił coś w tym względzie, gdyż zwrócił się do przewodnika.
— Parsie — rzekł — służyłeś mi sumiennie i byłeś mi oddanym; zapłaciłem ci za twe usługi, ale nie za twe poświęcenie. Chcesz słonia? to bierz go!
Oczy przewodnika zabłysły radością.
— Ależ Wasza Wysokość oddaje mi majątek — wykrzyknął.
— Bierz tylko, ja i tak zostaję twym dłużnikiem.
— To mi się podoba! — wykrzyknął Obieżyświat — bierz przyjacielu. Kiouni jest poczciwem i mężnem zwierzęciem.
Potem zbliżył się do słonia i, dając mu parę kawałków cukru, rzekł: — bierz Kiouni, bierz, bierz!
Słoń mruknął z zadowoleniem i, schwy-