Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Podczas opowiadania przewodnik kiwał głową i gdy tenże skończył, wyrzekł:
— Ofiara, która odbędzie się jutro, nie jest dobrowolną.
— Skąd wiesz o tem?
— Ogólnie o tem mówiono w Bundel-kund — odrzekł przewodnik.
— Nieszczęśliwa ta nie okazywała jednakże żadnego oporu — zauważył Franciszek Cromarty.
— To pochodzi stąd, iż upojono ją dymem z chmielu i opium.
— Ależ, dokąd ją prowadzą?
— Do świątyni Pilaji, znajdującej się o dwie mile stąd, tam spędzi noc, oczekując godziny, w której odbywają się ofiary.
— Kiedyż nastąpi ofiara?
— Jutro o świcie.
Po tej odpowiedzi przewodnik wyprowadził słonia z gęstwiny i wskoczył mu na szyję. Ale w chwili, gdy chciał zagwizdnąć na zwierzę, by zachęcić je do biegu, pan Fogg go zatrzymał, i zwracając się do pana Cromarty, rzekł:
— Czy nie możnaby jej uratować?
— Tę kobietę uratować? — wykrzyknął Cromarty.
— Mam jeszcze 12 godzin do rozporządzenia, mogę je poświęcić.