Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to kto inny mówił, a nie ty panie Clawbonny! Kilka mil (28 wiorst) na sekundę! Tymczasem ziemia mogłaby była pozostać zupełnie nieruchomą, gdyby się tak panu Bogu podobało.
— W takim razie nie byłoby ani dnia ani nocy, ani wiosny, ani jesieni, ani lata, ani zimy, rzekł Altamont.
— Nie mówiąc już o bardzo prostej, a okropnej z tego wynikłości, dodał doktór.
— Jakiej? spytał Johnson.
— Że wpadlibyśmy na słońce.
— Wpadlibyśmy na słońce? powtórzył zdziwiony Bell.
— Bezwątpienia. Gdyby ten ruch postępowy ustał, ziemia wpadłaby na słońce w przeciągu sześćdziesięciu czterech dni i pół.
— Spadać przez sześćdziesiąt cztery dni! szeptał Johnson przerażony.
— Ani mniej, ani więcej, odpowiedział doktór; bo musiałaby przebiedz odległość wynoszącą trzydzieści ośm milijonów mil (francuzkich).
— A jakiż jest ciężar kuli ziemskiej? zapytał Altamont.
— Pięć tysięcy ośmset ośmdziesiąt jeden kwadrylijonów tonnów.
— Masz tobie cyfrę! zawołał Johnson, która