Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wielka liczba obiecywała, że nie zbraknie zwierzyny.
Nie trudno też było napotkać zające, lisy, wilki, gronostaje i niedźwiedzie; myśliwy mógł być zadowolony, lecz nie łatwo było zbliżyć się do tych zwierząt, a przytem też i trudno było je rozeznać na śniegu, bo przed nastąpieniem wielkich mrozów wszystkie one dostają białe futro. Doktór miał sposobność przekonać się, że w błędzie są niektórzy naturaliści, utrzymując że zamiana ta koloru futra następuje w skutek bardzo tęgich mrozów, bo widział na własne oczy, że zwierzęta zmieniały tam sierść już przed październikiem. Nie pochodziło to więc z przyczyn fizycznych, lecz raczej takie było urządzenie przezornej natury, która istotom żyjącym w strefie podbiegunowej zawczasu dozwala przygotować się na zniesienie ostrej zimy.
Często spotykano psy i cielęta morskie, znane pod ogólną nazwą fok; upędzanie się za niemi szczególnie zalecane było myśliwym, skóry ich bowiem bardzo były dla osady okrętowej, potrzebne. Tłuszcz z nich otrzymywany służył do palenia, a prócz tego wątroba tych zwierząt bardzo przydatną jest do jedzenia. Była ich tam nie jedna setka, a na dwie lub trzy mile na północ od okrętu,